Ciastka i kradzież

No nie, robiłam ciastka pół dnia i niestety odfrunęły. Każdy kto przychodził na wizytę, czy to lekarz, czy opiekuni z Pflegedienst tak sobie brali, a moja podopieczna w zasadzie nie miała nic do przysłowiowej kawy. Z jednej strony się śmiałam, z drugiej się bałam, że ich zabraknie i albo trzeba będzie piec ponownie, albo dostać naganę. Wybrałam pierwszą wersję i upiekłam drugi rzut. Wypadło podobnie i delikwentka się najadła i reszta także, ale tego akurat jej nie powiedziałam. No co miałam zrobić? Ludzie są łasi na łakocie domowej roboty i jak widzą Polkę w pracy, to wykorzystują jak mogą. Ja chętnie się podzielę, ale das Ordnung muss sein!

Rodzina i opieka

Z rodziną to najlepiej na zdjęciu i najlepiej być w środku, bo cię wytną i w zasadzie cię nie ma. Podobnie chyba jest z rodziną człowieczka, którym się opiekujemy. Przynajmniej ja tak myślę. Oni oficjalnie są bardzo przyjaźni, ale za uszami swoje mają i trzeba nieźle się namęczyć, żeby jakoś dać radę to wszystko pozbierać. Nie raz nam się zdarzy, że mamy przychylność rodziny i aż miło jest, że traktują nas bardzo dobrze. No dobra, ale co zrobić w momencie, gdy ewidentnie widzimy, że życie na Stelli jest inne pomimo niby przychylności rodziny i to się niestety czuje. Chyba dać radę co?

Wypadki i opieka

Pewnie kiedyś komuś się zdarzyło, że mieliśmy jakiś wypadek naszego podopiecznego i oczywiście przy naszej obecności. Najgorsze jest wtedy dzwonienie po karetkę i umiejętność porozumiewania się z dyżurem. Masakra. No bo jeśli ktoś nie potrafi nawet komunikatywnie poruszać się w języku, to jak tutaj rozmawiać i jak powiedzieć, że ktoś nam upadł, nie mówi i co wtedy? Strach, jak diabli. Ale w sumie myślę, że jak będziemy dużo krzyczeć, to w końcu ktoś się znajdzie i nam pomoże. Bo różnie bywa i różne przypadki są. Nie tylko przewrócenie przy osteoporozie, ale także zawały na spacerze, czy wylewy. Musimy ćwiczyć schorzenia, a i także język, by wyjaśnić sprawę.

Telewizornia za granicą

Oglądanie niemieckiej tv to dla nas niezłe pranie językowe mózgu. Musimy wysilać głowy i ciągle się uczyć. Pamiętam, jak taki fizjoterapeuta uczył mnie języka i za każdym razem powtarzał, że język niemiecki jest trudny. Ja za to uczyłam go polskiego i śmialiśmy się nawzajem. Do dzisiaj go pamiętam i jego naukę także w przypadku rehabilitacji. Dawno nie spotkałam takiej osobowości, która zarówno pomaga choremu po wylewie i jednocześnie uczy ludzi, którzy im pomagają. Ja miałam takie szczęście i muszę przyznać, że do dzisiaj pamiętam to, jakby to było wczoraj, a minęło już tyle lat. Nawet na ulicy zatrzymywał się i pytał, czy wsio w porządku? Dla mnie REWELACJA!

zakupy i my

Wiadomo, że musimy robić zakupy, o ile podopieczny jeszcze może chodzić i razem możemy dojechać, bądź pójść i wrzucić do wózka to, co uważamy za słuszne dla gospodarstwa domowego. Także przy okazji kupujemy coś dla siebie i zazwyczaj jest to coś do jedzenia. I tak mamy swoje apetyty, ale trzeba to uzgadniać z seniorem. Ja z kolei jak mogłam robić we własnym zakresie, to patrzyłam za towarem, którego nie znałam. Przez to zjadłam pierwszy raz w życiu ośmiornicę, czy kałamarnicę w gotowym już, małym wydaniu. Na więcej nie było mnie stać, ale co tam, raz się żyje! Muszę powiedzieć, że było fajnie!

Pieskie życie

Tutaj może zaskoczę kogoś, ale mnie się podoba.

W Waszyngtonie są takie wesołe zawody biegu do właścicieli… jamników. Pieski się wypuszcza i muszą biec do swoich właścicieli. Zabawa polega na tym, że jamniki są trzymane w rękach wypuszczających, właściciele je wołają i zasadą jest to, by pupile jak najszybciej do nich dobiegły. Oczywiście wygrywa ten, który będzie najszybszy. To się nazywa Ameryka. Nawet nie wiedziałam, że opiekunowie psiaków będą w stanie aż tak się bawić. Dziwne jest tylko to, że jakoś jamniczków nikt się nie pytał, czy im się to podoba. Zaskakujące są takie imprezy i wprost nawet zdumiewające. Co jeszcze ludzie wymyślą?

Wschód i impreza

W Moskwie odbywa się tzw. „Festiwal światła”. Są to świetlne iluminacje i szkoda tylko, że trwa to tylko 6 dni. Chętnie obejrzałabym wsio, co wyświetlą, ale niestety nie mogę wyjechać. Pięknie pokazane są specjalnie do tego przygotowane filmy i projekty i szkoda mi tylko, że oglądam je w necie i tylko częściowo. Coś podobnego zdarzyło mi się także w pewnej parowozowni w małej miejscowości, ale wyglądało to na niezły spektakl i nazywało się „Światło i dźwięk”. Fajnie to wykonano i te parowozy wśród naprawdę z muzyką i światłami w tle. Przeżycie piękne i stałam tam oglądając to wszystko do północy. Kto się tym opiekował, to nie wiem, ale polecam taką sztukę.

Chopie…. dej se

Baby sobie gadajum i wychodzi na to, że chopy zakładajum Anzuki i myślum, że moda ich nie omija i sum fertig gut ubrani. No normolnie nie idzie dyć richtig wytrzymoć. Pejdzioły jakieś, albo cóś. Jok tu siedzieć na Stelli i dybać na człeka, by być łopiekunem. No trza robić i nikt się nie pyto, czy nom się to podoba. A czosami niestety nie i cu mamy robić? Zabić się łod rozu, czy se poczekać na zaś? No warioctwo łokropne, ale się robi i kasiorę wozi do chaty. Jak dajum, to się bierze, jok bijum, to wiać i to szybko.

Z tą opieką…

Z opieką jest różnie, kwadratowo i podłużnie. Jest nie raz tak, że jest to praca, jak do rany przyłóż, a czasami są przypadki, że rzucają w nas nożami. Czemu tak się dzieje, to nie wiem, zaintrygujcie mnie i powiedzcie, czy tyłkiem mamy pracować czyszcząc schody. Lubię zjazdy, ale nie takie. Dupsko w końcu boli. Nie mam pojęcia, jak inni ziomale pracują, ale mój podopieczni na szczęście nie rzucają we mnie nożami i zachowują się w miarę normalnie. Psychiatryk nie jest potrzebny, ale codzienność dziebko dobija. No i codzienny grosz do grosza i na końcu zbierze się kokosza. A kokosza do kokoszy i zbierze się słoik groszy.

Egzema w pracy

Jest to ciężki temat, bo trzeba uważać na środki chemiczne na miejscu. Różnie jest i nie wiadomo w pierwszym dniu  będąc opiekunką , co mamy na stanie i z czym musimy pracować? Nigdy nie wiadomo, czy nie jesteśmy uczuleni i czy możemy podjąć pracę mając egzemę. To nasze ryzyko i niestety jesteśmy skazani na jesteś czy nie jesteś? Na pewno dermatolog by nam powiedział, że nie powinniśmy w ogóle jechać do Niemiec pomagać, tylko zostać w Polsce i nie ryzykować wyjazdu z taką przypadłością. Jest to naprawdę upierdliwe i nie chciałabym mieć takich problemów, jak inni. Normalnie to jest przerąbane.