Praca w Niemczech

Wyjeżdżamy, uczymy się nowego miejsca pracy i mamy nadzieję, że będzie dobrze. Będąc opiekunem, spotykamy się z różnymi sytuacjami. Może to być w domu, na spacerze, na zakupach. Ja miałam śmieszną sytuację akurat z listonoszem. Pobiegłam do drzwi na dźwięk dzwonka i pierwszy raz zobaczyłam takiego człowieka, który klęczał na schodach i wypisywał jakieś blankiety. Zapytałam się tylko ze śmiechem, czy zawsze tak pracuje? Był zmieszany, ale dowcip zrobił swoje. No przecież po co robić komuś stres, jak można sytuację przerobić na wesoło? Potem krzyczał „dzień dobry” już z daleka. No i się zaprzyjaźniliśmy… Taki uśmiech jest naprawdę wart dużo!

Nerwy w opiece

Przeważnie na nowej Stelli śpimy jak zając pod miedzą. Ta nerwowość potrafi dać nam do wiwatu. Za dnia potem jesteśmy niespokojni i cały czas czuwamy czy wszystko będzie dobrze, a my spełnimy nasze zadania i wytyczne, które dostaliśmy od rodziny podopiecznego. Nie jest to sprawa łatwa, bo ciągle jesteśmy pod wielką presją. Staramy się, robimy wszystko co możliwe, ale czasem pomimo naszego zaangażowania i poparcia chorego dostajemy popalić od rodziny. Nie dość, że pracujemy przy człowieku, to mamy wrażenie, że jesteśmy po prostu ciągle obserwowani i pod kontrolą. Ale w zależności od tego, czy dobrze czy źle należy wykonywać swoje obowiązki należycie. Opieka przede wszystkim.

Język

A może języki? Na języki przecież możemy się dostać i być pod obstrzałem innych. Zdarza się, że jadąc jako opiekunka ktoś na nas doniesie nieprawdę i całe zamieszanie z wyjazdem do Niemiec legnie w gruzach. I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze… Co prawda, to prawda, ale i tak wyjeżdżając za granicę chociaż trochę powinno się znać dany język i jakoś kontaktownie się nim posługiwać. Czyli w zasadzie tak, czy tak język w gębie trzema mieć i się nim posługiwać. Kiedyś mój sąsiad powiedział, że ten co zna język, nawet kulawo to jest bogaty. Miał zupełną rację. Ucząc się powoli ja sama doszłam do tego, że „gęgam” w innym gęganiu i jakoś sobie radzę.

Szmalec

Normalnie się to nazywa szmalc, czyli kasa. Jakoś tak dajemy się albo wkręcić, albo postąpić inaczej i zacząć pracę w profesjonalnej firmie. Ja tam wolę być opiekunką z papierami aniżeli kobietą rzuconą na własną odpowiedzialność za granicę bez niczego. I w zasadzie co wtedy? Potrzebujemy hajsu, czy tam szmalcu i jedziemy w drogę. Ważne jest, by wybrać dobrze i źle nie skończyć. Myślę, że dlatego szukamy pracy po firmach zajmujących się opiekunkami i nie dość, że mamy stały kontakt, to zawsze możemy poprosić o radę. Wystarczy skontaktować się z naszym przełożonym i spokojnie możemy pracować. Pomoc jest zawsze ważna.

Sprzątanie

Tak czy owak musimy na Stelli oprócz opieki zajmować się także domem lub mieszkaniem, gdzie pracujemy. Procedurka codziennie jest taka sama, choć czasami musimy wykonać trochę więcej pracy aniżeli w zasadzie musimy. Kwestia spojrzenia w jakich warunkach pracujemy i jak się na miejscu czujemy. Różnie to bywa, ale sami musimy ocenić sytuację i podjąć decyzję, czy nam się to podoba, czy nie. W zależności od tego gdzie się aktualnie znajdujemy, jak sprawa wygląda na miejscu i co mamy do wykonania staramy się i tak jakoś pogodzić to wszystko. Nie zawsze to idzie w parze z dodatkową pracą, lecz czasami robimy wyjątek.

Niemcy

To specyficzny kraj łącznie ze swoimy przywarami, gdzie odczuwa się inność. Wiadomo, niemiecka oszczędność, a nawet chyba sknerstwo. Jeżeli o to chodzi, to ja wychodzę z założenia, że uczyły tego całe pokolenia, a inaczej rzecz biorąc to przechodzi to automatycznie z pokolenia na pokolenie. Podobnie jest u nas, że w zasadzie nawet dziadkowie nas też uczą. Ale będąc opiekunką, widzimy jakieś w sumie podobieństwo, jak to wśród ludzi. Do tego słynny Ordnung niemiecki. Także w zasadzie pomimo trochę innych naleciałości, mamy sposobność poznać zwyczaje i tradycje na miejscu. Jest to bardzo ciekawe. Praca, a jednocześnie poznawanie ludzi tam, gdzie wykonujemy „swoje”, pozwala nam zgłębić charaktery ludzkie.

Opieka

Zostajemy wysłani do pracy jako opiekunowie i po przyjeździe zastanawiamy się: co teraz? Normalka, bo i tak trzeba się dostosować do realiów życia, a rodzina tylko daje nam zdawkowe informacje. Szkoda, bo mielibyśmy całokształt tego, co nas czeka. Nie dziwię się, że niektórzy „klękają” i nie radzą sobie w pracy, bo nacisk rodziny jest wielki i pomimo starań są nastawieni negatywnie. Zastanawiające jest to, czy chcieli kogoś do opieki, czy chcieli mieć służącego, bądź służącą do ich zachcianek. Patrząc z boku, to dochodzimy do wniosku, że w zasadzie najbardziej poszkodowanymi ludźmi są nasi podopieczni, bo nie mogą nic zrobić, choć wiedzą, że to my przy nich pracujemy, a nie ich własna rodzina…. Pomyśleć….

Adolf

Nigdy nie dowiemy się, czy nasz łaskawy oprawca z drugiej wojny światowej był być może po kądzieli Żydem. Może dlatego tak pałał nienawiścią do Żydów, ale to była największa tajemnica III-ej Rzeszy. Sam mówił, że lepiej zamordować kilkaset tysięcy Żydów aniżeli kilku Niemców. Dziwne to, ale i tak pracujemy w Niemczech teraz i opiekujemy się niby to Żydami czasami i jedziemy z tą pracą. Zupełnie to się jakoś poprzestawiało. Okazało się, że nasz Adolfino uwielbiał operę i jako 19-tolatek już stwierdził, że kontakty z komunistami to nie jego bajka. Także zobaczył w pewnym kościele znak, który wykorzystał potem jako sfastykę. Najważniejsze dla niego było, by mówić to, co ludzie chcą usłyszeć. Jak to mu wyszło? Pytanie dla każdego. Szkoda tylko, że Polska była korytarzem do wygranej… I to opieka dla innych?

Titanic

Można się zatopić w pracy. Nie wiem czy wiecie, że sam statek miał 296m , 11 pokładów, mieścił 3,5 tys. ludzi, miał basen 7m głębokości ze słoną wodą podgrzewaną, kort tenisowy i salę gimnastyczną. W sumie były 3 takie statki, ale tylko On był największy. Nie zazdroszczę kapitanowi opieki nad takim parowcem. No bo 46 tys. ton przewieźć to nie lada wyczyn. Tym bardziej, że zderzenie z lodowcem w tak niskiej temperaturze faktycznie dało popalić i doszło jednak do katastrofy. My czasami mamy też taki problem, że niby jedziemy na dobrą Stelle, a potem dowiadujemy się, iż możemy się przejechać. Czyli słowa piosenki:”Zostawcie Titanica” są przerażające i jak w starym dowcipie: Tu nie ma się co zastanawiać, tu trzeba spier…., ale nie tonąć.

Gówniate strony

Są tzw. „gówniane strony internetowe”, na które nawet po tytule nie chcemy wchodzić. Ale chyba lepiej jest raz wejść, zobaczyć i stwierdzić, czy nam się to wszystko podoba, czy nie. Potem już wiadomo po jakiej linii się poruszać, w jakim temacie i czy faktycznie jest to dobra strona, by mieć pewność wyjazdu jako np. opiekunka ludzi starszych. Są paranoiczne strony oferujące wyjazdy, a w sumie diabli wiedzą, czy czasami nie wpadliśmy w pułapkę. Dlatego też warto poszukać nawet ludzi z tej firmy i zapytać, jak firma funkcjonuje i czy czasami nie oszukuje ludzi. Jeżeli mamy takie nawet przeczucie, to odpuśćmy sobie i nie ryzykujmy.