Pierwsze słońce

Powoli chyba nadchodzi wiosna. Dzisiaj słoneczko pięknie zaświeciło i jako opiekunka miałam pauzę, więc nie omieszkałam sobie wyjść na spacer. A że miałam niedaleko do parku, to jazda! Śmiałam się tylko po drodze, bo spotykałam tyle mam z wózkami, aż kolorowo było na ulicach i alejkach. To ile tych dzieci się urodziło? Szkoda mi było tylko podopiecznej, ponieważ niestety leży i trudno by było wyjść razem na spacer. Przed wyjściem tylko na chwilkę otworzyłam okno. No w końcu trochę świeżego powietrza do domu musi wlecieć, ale żal mi było wychodzić z domu bez niej, choć mamy dobry kontakt i smutne było to, że nie mogłyśmy wyjść sobie razem.

Stella i kradzieże

Nie raz będąc opiekunką jesteśmy pod stałą kontrolą, czy czasami czegoś nie ukradliśmy. Rodzina patrzy nam na ręce, ale ja np. mam to solennie we włochatej trąbie i nie przejmuję się tym. Zawsze w mojej obecności mogą przeszukać mój pokój i jest ok. Lecz zdarzają się opiekunki nieuczciwe, które pod nieobecność kogokolwiek z rodziny szukają czegokolwiek, by to zwinąć. Słyszałam o przypadku, kiedy opiekunka ukradła z szafy podopiecznej piękną kamizelkę zdobioną i jeszcze modną jak pewnie na owy czas. Zmienniczka, która była przed nią dobrze wiedziała, że ta rzecz należy do chorej i zawiadomiła po cichu rodzinę. Reszty możemy się domyślać…

Dieta i opieka

Przyjeżdżając na Stellę musimy się dużo na początku uczyć i charakteru podopiecznego i rodziny. Także co jedzą mieszkańcy lub co jada chory. Oprócz naszej normalnej pracy przecież także gotujemy. I tutaj trzeba zapytać rodzinę, co nasz”delikwent” lubi jeść, albo, czy ma jakąś dietę lub czy nie jest na jakiś produkt uczulony. Jeśli jednak jest wszystko w porządku, to nie napawa nas kłopot przy garach. A jeżeli coś jest nie tak, mamy w ten czas niezły problem. Potem wychodzi na to, że co innego gotujemy dla domownika, bądź domowników, a co innego dla chorego, nie licząc, że nie zawsze mamy ochotę na to samo…

Praca w Niemczech

Wyjeżdżamy, uczymy się nowego miejsca pracy i mamy nadzieję, że będzie dobrze. Będąc opiekunem, spotykamy się z różnymi sytuacjami. Może to być w domu, na spacerze, na zakupach. Ja miałam śmieszną sytuację akurat z listonoszem. Pobiegłam do drzwi na dźwięk dzwonka i pierwszy raz zobaczyłam takiego człowieka, który klęczał na schodach i wypisywał jakieś blankiety. Zapytałam się tylko ze śmiechem, czy zawsze tak pracuje? Był zmieszany, ale dowcip zrobił swoje. No przecież po co robić komuś stres, jak można sytuację przerobić na wesoło? Potem krzyczał „dzień dobry” już z daleka. No i się zaprzyjaźniliśmy… Taki uśmiech jest naprawdę wart dużo!

Nerwy w opiece

Przeważnie na nowej Stelli śpimy jak zając pod miedzą. Ta nerwowość potrafi dać nam do wiwatu. Za dnia potem jesteśmy niespokojni i cały czas czuwamy czy wszystko będzie dobrze, a my spełnimy nasze zadania i wytyczne, które dostaliśmy od rodziny podopiecznego. Nie jest to sprawa łatwa, bo ciągle jesteśmy pod wielką presją. Staramy się, robimy wszystko co możliwe, ale czasem pomimo naszego zaangażowania i poparcia chorego dostajemy popalić od rodziny. Nie dość, że pracujemy przy człowieku, to mamy wrażenie, że jesteśmy po prostu ciągle obserwowani i pod kontrolą. Ale w zależności od tego, czy dobrze czy źle należy wykonywać swoje obowiązki należycie. Opieka przede wszystkim.

Język

A może języki? Na języki przecież możemy się dostać i być pod obstrzałem innych. Zdarza się, że jadąc jako opiekunka ktoś na nas doniesie nieprawdę i całe zamieszanie z wyjazdem do Niemiec legnie w gruzach. I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze… Co prawda, to prawda, ale i tak wyjeżdżając za granicę chociaż trochę powinno się znać dany język i jakoś kontaktownie się nim posługiwać. Czyli w zasadzie tak, czy tak język w gębie trzema mieć i się nim posługiwać. Kiedyś mój sąsiad powiedział, że ten co zna język, nawet kulawo to jest bogaty. Miał zupełną rację. Ucząc się powoli ja sama doszłam do tego, że „gęgam” w innym gęganiu i jakoś sobie radzę.

Szmalec

Normalnie się to nazywa szmalc, czyli kasa. Jakoś tak dajemy się albo wkręcić, albo postąpić inaczej i zacząć pracę w profesjonalnej firmie. Ja tam wolę być opiekunką z papierami aniżeli kobietą rzuconą na własną odpowiedzialność za granicę bez niczego. I w zasadzie co wtedy? Potrzebujemy hajsu, czy tam szmalcu i jedziemy w drogę. Ważne jest, by wybrać dobrze i źle nie skończyć. Myślę, że dlatego szukamy pracy po firmach zajmujących się opiekunkami i nie dość, że mamy stały kontakt, to zawsze możemy poprosić o radę. Wystarczy skontaktować się z naszym przełożonym i spokojnie możemy pracować. Pomoc jest zawsze ważna.

Sprzątanie

Tak czy owak musimy na Stelli oprócz opieki zajmować się także domem lub mieszkaniem, gdzie pracujemy. Procedurka codziennie jest taka sama, choć czasami musimy wykonać trochę więcej pracy aniżeli w zasadzie musimy. Kwestia spojrzenia w jakich warunkach pracujemy i jak się na miejscu czujemy. Różnie to bywa, ale sami musimy ocenić sytuację i podjąć decyzję, czy nam się to podoba, czy nie. W zależności od tego gdzie się aktualnie znajdujemy, jak sprawa wygląda na miejscu i co mamy do wykonania staramy się i tak jakoś pogodzić to wszystko. Nie zawsze to idzie w parze z dodatkową pracą, lecz czasami robimy wyjątek.

Niemcy

To specyficzny kraj łącznie ze swoimy przywarami, gdzie odczuwa się inność. Wiadomo, niemiecka oszczędność, a nawet chyba sknerstwo. Jeżeli o to chodzi, to ja wychodzę z założenia, że uczyły tego całe pokolenia, a inaczej rzecz biorąc to przechodzi to automatycznie z pokolenia na pokolenie. Podobnie jest u nas, że w zasadzie nawet dziadkowie nas też uczą. Ale będąc opiekunką, widzimy jakieś w sumie podobieństwo, jak to wśród ludzi. Do tego słynny Ordnung niemiecki. Także w zasadzie pomimo trochę innych naleciałości, mamy sposobność poznać zwyczaje i tradycje na miejscu. Jest to bardzo ciekawe. Praca, a jednocześnie poznawanie ludzi tam, gdzie wykonujemy „swoje”, pozwala nam zgłębić charaktery ludzkie.

Opieka

Zostajemy wysłani do pracy jako opiekunowie i po przyjeździe zastanawiamy się: co teraz? Normalka, bo i tak trzeba się dostosować do realiów życia, a rodzina tylko daje nam zdawkowe informacje. Szkoda, bo mielibyśmy całokształt tego, co nas czeka. Nie dziwię się, że niektórzy „klękają” i nie radzą sobie w pracy, bo nacisk rodziny jest wielki i pomimo starań są nastawieni negatywnie. Zastanawiające jest to, czy chcieli kogoś do opieki, czy chcieli mieć służącego, bądź służącą do ich zachcianek. Patrząc z boku, to dochodzimy do wniosku, że w zasadzie najbardziej poszkodowanymi ludźmi są nasi podopieczni, bo nie mogą nic zrobić, choć wiedzą, że to my przy nich pracujemy, a nie ich własna rodzina…. Pomyśleć….