Nerwy w opiece

Przeważnie na nowej Stelli śpimy jak zając pod miedzą. Ta nerwowość potrafi dać nam do wiwatu. Za dnia potem jesteśmy niespokojni i cały czas czuwamy czy wszystko będzie dobrze, a my spełnimy nasze zadania i wytyczne, które dostaliśmy od rodziny podopiecznego. Nie jest to sprawa łatwa, bo ciągle jesteśmy pod wielką presją. Staramy się, robimy wszystko co możliwe, ale czasem pomimo naszego zaangażowania i poparcia chorego dostajemy popalić od rodziny. Nie dość, że pracujemy przy człowieku, to mamy wrażenie, że jesteśmy po prostu ciągle obserwowani i pod kontrolą. Ale w zależności od tego, czy dobrze czy źle należy wykonywać swoje obowiązki należycie. Opieka przede wszystkim.

Dodaj komentarz