Głodna jestem…

Robię sobie zakupy, kiedy jestem opiekunką i razem albo z podopiecznym, albo opiekującą się żoną, czy mężem patrzymy w markecie, co nam się przyda do domu i do obowiązków domowych. Nie jest to łatwe, bo każdy ma inne życzenia, a na potrzeby pracujemy my, jako opiekunowie. W Niemczech to spoko, bo robimy zakupy razem z rodziną raz w tygodniu i mamy przez to święty spokój. Przynajmniej na tydzień. Zresztą dokupić można, rachunki wziąć i rozliczyć się z pieniążków. Lecz czasami jestem głodna, bo wyjść nie mogę, a w lodówce nie ma tego, co kupiłam. Rodzinka wrąbała, a ja jakieś serki, bułki muszę wcinać, choć miałam kupione swoje rzeczy… Jestem trochę głodna.

Rocznice w Niemczech

Niby są różne, ale równocześnie łączą się także z Polską. Na przykład nie wiem, czy wiecie, że dzisiaj ogłoszona była rocznica odkrycia prądka gruźlicy przez Roberta Kocha w Berlinie w 1882 roku. Co prawda był odkryty w Polsce w małej wtedy miejscowości Wolsztyn w Wielkopolsce. W tej chwili jest tam w centrum miasta muzeum jego imienia i dużo turystów z Niemiec za każdym razem odwiedzają to miejsce i zwiedzają także lokomotywownię najstarszą z pociągami parowymi na węgiel. Ale sama nie wiedziałam, że tak małe miasto potrafi tak dużo. Zwiedziłam i dziękuję za opiekę nad tymi pozostałościami!

Opieka i niewidomi

Ludzie, którzy nie widzą mają wyostrzone inne zmysły i mogą nam nawet pomóc w pracy, kiedy nimi musimy się opiekować. Kiedyś trafiłam na taką kobietę i byłam zaskoczona, bo zawsze była zadowolona z karmienia i zawsze wszystko jej smakowało. Specjalnie dla niej piekłam, starałam się gotować jak najlepiej, a ona mnie uczyła świata ciszy i niewidzialności. Dużo mnie nauczyła, bo przed wypadkiem była kobietą bardzo aktywną. Zadziwiało mnie, że w starszym wieku potrafiła biegać, ale po wypadku było już „po ptokach”. Żal mi jej było, ale jej pokora była pod wszelkim szacunkiem i tego nie potrafiłam odpuścić. Zazdrościłam tylko mężowi, ponieważ cały czas siedział przy niej i trzymał ją za rękę.

Liczydło i opieka

Jak stare porzekadło mówi: jak chcesz liczyć, licz na siebie. Moim zdaniem chyba jest to dobry sposób. Wyjeżdżamy do Niemiec, do opieki i faktycznie przydałoby się staromodne liczydło. Zawsze można wziąć paciorki do pracy i przesunąć, by zobaczyć ile zrobiliśmy. Może to i głupie, ale jaką frajdę nam to sprawia. Tak wieczorkiem sobie zobaczyć ile dobrych rzeczy w trakcie dnia zrobiliśmy, nie zapominając o starej zasadzie, że każdego dnia trzeba zrobić dobry uczynek. Ja wychodzę z założenia, że dobry uczynek zrobiony, to dzień zaliczony. Uczę tego gdzie się da i fajnie tak uczyć ludzi i samemu mieć z tego ogromną frajdę.

Wiosna i takie…

Wiosna to fajny czas, kiedy obserwujemy ogródki innych ludzi, pracując jako opiekunka czy opiekun. Jest wtedy kolorowo, pięknie i nie tylko u innych, ale także na skwerach i parkach. Po prostu aż się chce w czasie wolnym spacerować i cieszyć oczy patrząc na to wszystko. Jesień także jest piękna i w sumie chyba lepiej wychodzić na spacer aniżeli sobie te dwie godzinki pospać. Oczywiście, jeżeli jesteśmy zmęczeni, to można trochę przekimać, ale warto wyjść popatrzyć na świat. Wiosną zobaczyć te wszystkie roślinki kwitnące na rabatkach u sąsiadów, a jesienią zanurzyć się w liściach w parku. To odstresowuje i daje pozytywną energię dla nas, by można było dać dowód, że jest pięknie.

Problemy w opiece

Czasami mamy możliwość wpaść jak śliwka w kompot jadąc do pracy jako opiekunka. Jesteśmy wzywani w każdym momencie, bo opiekując się np. mężczyzną, to jego żona cały czas nas obserwuje i kontroluje na każdym kroku. Nawet potrafi obudzić w nocy, bo trzeba wymienić pieluchę. Ok, dla niego to robimy, ale zawsze jesteśmy obserwowani. Czy ktoś miał takie doświadczenia? Zapewne tak, ale chyba się tym nie chwali. Słyszałam także, że jedna z opiekunek miała podopieczną, która wymyślała sobie różne rzeczy: ciepły talerz do obiadu z piekarnika, czy potrawę, której nie znała, albo za mało wyprane ciuchy. To straszne!

Realizacja własna

Jadąc do opieki chcemy się przekonać za pierwszym razem, czy sobie poradzimy. Jeżeli zdamy egzamin z tej pracy, to przynajmniej mamy jakąś praktykę i następnym razem będzie już lepiej. Doświadczenie robi jednak swoje. Do tego pomagają nam pielęgniarki z opieki i nawet lekarze. Dobrze wiedzieć, jak się zachować w pewnych sytuacjach, gdy chora osoba będzie potrzebować opieki i zadbania o zdrowie. Pewnych rzeczy nie możemy zrobić, bo jest to zabronione. Ale chociaż trochę możemy pomóc, czy to umyć, ugotować, przygotować posiłki i współpracować z osobami kompetentnymi. To dobra rzecz, ale warto się uczyć. Jest przecież na to szansa…

Pierwsze słońce

Powoli chyba nadchodzi wiosna. Dzisiaj słoneczko pięknie zaświeciło i jako opiekunka miałam pauzę, więc nie omieszkałam sobie wyjść na spacer. A że miałam niedaleko do parku, to jazda! Śmiałam się tylko po drodze, bo spotykałam tyle mam z wózkami, aż kolorowo było na ulicach i alejkach. To ile tych dzieci się urodziło? Szkoda mi było tylko podopiecznej, ponieważ niestety leży i trudno by było wyjść razem na spacer. Przed wyjściem tylko na chwilkę otworzyłam okno. No w końcu trochę świeżego powietrza do domu musi wlecieć, ale żal mi było wychodzić z domu bez niej, choć mamy dobry kontakt i smutne było to, że nie mogłyśmy wyjść sobie razem.

Stella i kradzieże

Nie raz będąc opiekunką jesteśmy pod stałą kontrolą, czy czasami czegoś nie ukradliśmy. Rodzina patrzy nam na ręce, ale ja np. mam to solennie we włochatej trąbie i nie przejmuję się tym. Zawsze w mojej obecności mogą przeszukać mój pokój i jest ok. Lecz zdarzają się opiekunki nieuczciwe, które pod nieobecność kogokolwiek z rodziny szukają czegokolwiek, by to zwinąć. Słyszałam o przypadku, kiedy opiekunka ukradła z szafy podopiecznej piękną kamizelkę zdobioną i jeszcze modną jak pewnie na owy czas. Zmienniczka, która była przed nią dobrze wiedziała, że ta rzecz należy do chorej i zawiadomiła po cichu rodzinę. Reszty możemy się domyślać…

Dieta i opieka

Przyjeżdżając na Stellę musimy się dużo na początku uczyć i charakteru podopiecznego i rodziny. Także co jedzą mieszkańcy lub co jada chory. Oprócz naszej normalnej pracy przecież także gotujemy. I tutaj trzeba zapytać rodzinę, co nasz”delikwent” lubi jeść, albo, czy ma jakąś dietę lub czy nie jest na jakiś produkt uczulony. Jeśli jednak jest wszystko w porządku, to nie napawa nas kłopot przy garach. A jeżeli coś jest nie tak, mamy w ten czas niezły problem. Potem wychodzi na to, że co innego gotujemy dla domownika, bądź domowników, a co innego dla chorego, nie licząc, że nie zawsze mamy ochotę na to samo…